Wcześniak i ja, czyli dlaczego zaczęłam masować swoje dziecko

Jeśli zabłądziłaś kiedyś na dół strony, do stopki to pewnie zauważyłaś link do mojego drugiego bloga. A tak właściwie do mojego pierwszego miejsca w sieci  – Wcześniak i co dalej. To jest blog osobisty, na którym opisuję naszą historię. Naszą to znaczy moją i mojego synka. Na początku założyłam go, żeby poukładać sobie jakoś w głowie to co nas spotkało. Przyszło nagle i niespodziewanie. A potem, no cóż – jak człowiek zaczyna pisać i to lubi to skończyć nie może 😉

Wcześniak

Mój początek macierzyństwa

Początki macierzyństwa ogólnie nie są proste. Młodzi rodzice mają w sobie wiele lęków i obaw, o to jak sprawdzą się w roli rodziców. Mój początek macierzyństwa był dla mnie doświadczeniem tak trudnym, że były momenty, kiedy myślałam, że nie dam rady podźwignąć tego wyzwania.

Poza wszystkimi typowymi dla świeżo upieczonych rodziców niepewności w moim życiu zagościł jeszcze jeden, na początku bardzo realny lęk: czy on przeżyje i czy będzie zdrowy? Właśnie tak zaczęło się moje macierzyństwo: mój syn urodził się w 30 tygodniu ciąży, w zamartwicy wewnątrzmacicznej. Jego stan był ciężki, a lekarze walczyli o jego życie. I te pierwsze chwile, kiedy widziałam go w inkubatorze podłączonego do respiratora, z tą przezroczystą skórą i do tego takiego maleńkiego, miały ogromny wpływ na całe moje postrzeganie świata.

Nagle utraciłam grunt pod nogami, bo ten poród przyszedł niespodziewanie. Całą ciążę byłam aktywna, pracowałam i w ogólnym ujęciu czułam się dobrze, wyniki były dobre. Aż jednego dnia coś mnie zaniepokoiło, i żeby spać spokojnie pojechałam na izbę przyjęć, żeby powiedzieli mi, że wszystko jest dobrze. Nie było. Zostałam na patologi ciąży i byłam tam tylko przez noc. Rano podjęto decyzję o cesarskim cięciu. Odkleiło się łożysko, z jakiego powodu nie wiem i już nigdy się nie dowiem.

Synek urodził się z wagą 1550 g, długość 43 cm, 2/10 punktów tuż po urodzeniu, w 6 minucie życia został intubowany. Ale na szczęście dalej było już tylko lepiej. Szybko zaczął oddychać sam i w sumie po 30 dniach wyszedł do domu. O wszystkich lękach i problemach piszę na Wcześniaku, więc tutaj nie będę tego powtarzać. Tutaj skupię się na tym jak ja poznałam masaż Shantala.

Pierwszy kontakt z masażem

Na początku nawet nie wiedziałam, że masuję go masażem Shantala. W sumie to jak się później dowiedziałam fizjoterapeutka, która pokazywała mi jak ćwiczyć z synkiem by pomóc w rehabilitacji, nie była instruktorem, więc o wielu rzeczach mi nie powiedziała. A z racji wcześniactwa pokazała mi tylko masaż rączek i nóg.

Sama zaczęłam szukać masażu, kiedy zaczęliśmy rozszerzać dietę, bo razem z tym pojawiły się problemy natury pieluszkowej 😉 Pediatra też nie powiedziała dokładnie co robić. Mówiła tylko, żeby poszukać w internecie filmików. I tak też zrobiłam. Znalazłam, robiłam, niewiele pomagało na brzuszek, ale za to zaszło wiele innych zmian, których długo nie umiałam wyjaśnić. Dopiero z biegiem czasu odkryłam co też przyczyniło się do zmiany naszego życia na lepsze.

Zmiany w życiu

W chwili, w której wprowadziłam masaż Shantala w większym zakresie mój wcześniak zaczął wreszcie reagować na prowadzoną rehabilitację. Nagle przestał mieć zaległości (względem wieku korygowanego) i lepiej współpracował podczas ćwiczeń. Stało się coś jeszcze. Przestał tyle płakać. Każde zajęcia to był dla niego duży stres, bo wszystko mu przeszkadzało. Fizjoterapeutka zawsze szukała sali w której jest najmniej dzieci, bo kiedy działo się zbyt dużo to bardzo płakał. A po kilku tygodniach masażu nagle mój syn zyskał przydomek „Czaruś” i w sumie pozostał nim do dziś 😉 Zmiana jaka w nim zaszła była tak ogromna, że wszystkich wprawiała w osłupienie. A ja byłam wtedy zupełnie nieświadoma źródła tej zmiany.

Poza zmianami jakie zaszły w moim synu, wiele też zmian zaszło we mnie. Szczerze mówiąc, to czasem się zastanawiałam czy ja się stałam spokojniejsza, bo on mniej płakał, czy on mniej płakał, bo ja byłam spokojniejsza. Ja po prostu poczułam się pewniej w roli mamy, bo umiałam już nie tylko radzić sobie z problemem, który się pojawia, ale mu zapobiegać.

Kolka

To w szczególności dotyczyło kolek, które długo nękały naszą rodzinę. Po naszych wszystkich przeżyciach nasza psychika była mocno nadwyrężona, a do tego dołączyły kolki. Byłam absolutnie zdeterminowana do walki z tym wielogodzinnym płaczem. Próbowałam wszystkiego: kropelek, okładów, noszenia, bujania, suszarki i nic. Znaczy, jeśli coś pomagało to na chwilę, a nie o taki efekt mi chodziło. Jeszcze wtedy nie słyszałam o masażu Shantala. Usłyszałam natomiast o metodzie 5S i ona nam pomogła. Znaczy pomagała w chwili pojawienia się kolki, ale im nie zapobiegała. A to było za mało. A kiedy wprowadziłam masaż Shantala (w zupełnie innym celu) i kolki ustąpiły.

Ale wciąż czułam, że w tym masażu jest jeszcze coś, że można więcej. Co prawda masaż pomagał nam zasypiać, bo fajnie go wyciszał, ale nie zasypiał mi w trakcie masażu. Wtedy postanowiłam, że nauczę się masażu już tak profesjonalnie. I dzięki temu zrozumiałam jak ważne są szczegóły i czasem drobne gesty w wykonywanym masażu. I postanowiłam, że będę mówić o masażu, by młode mamy dowiedziały się, że mają jeszcze jedno narzędzie do wykorzystania w rozwiązywaniu problemów dnia codziennego.

Masaż starszego dziecka

To wszystko dotyczyło niemowląt. I długo myślałam, że będę uczyć masażu niemowląt. Tak było dopóki mój syn nie trafił do szpitala. Był tam kilka dni, razem ze mną, ale bardzo przeżył ten pobyt. Zaczęły się dawno zapomniane już problemy ze snem. Tak bardzo się bał w nocy, że musiał spać z nami. Może nie było by to problemem, ale widziałam, że mój syn się męczy, że jego poczucie bezpieczeństwa zostało zachwiane. A ja dokładnie wiem, że to nie jest przyjemne uczucie. Wtedy postanowiłam przywrócić masaż do naszego życia. Syn miał wtedy 1,5 roku i to był strzał w dziesiątkę. Praktycznie po tygodniu masażu widziałam poprawę. Nagle zaczął się wypróżniać bez problemu i regularnie (bo syn cierpi na zaparcia emocjonalne). Zaczął zasypiać w trakcie masażu i chwilę później wrócił do swojego pokoju. Z własnej i nieprzymuszonej woli. I wtedy odkryłam jak wiele masaż może dać również starszemu dziecku.

Przekonałam się również na własnej skórze jak wiele masaż może dać osobie dorosłej, ale to może innym razem 😉

Naturalne kosmetyki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *